Twoje źródło informacji o grach paragrafowych !

iHorror: Demon Hunter

iHorror: Demon Hunter
Autor
  • Fabuła
  • Mechanika
  • Nieliniowość
  • Trudność
  • Autor: Steve Barlow, Steve Skidmore
    Tytuł oryginału: iHorror: Demon Hunter
    Recenzowane wydanie: Orchand Books, 2011, 978-1-40830-988-9
    Liczba paragrafów/stron: 100

Zombie, wilkołaki, a teraz demony. Sięgam po trzeci tom z serii iHorror, napisany przez dwóch panów o imieniu Steve. Chociaż pomysł na paragrafówki jest ciekawy, a zawarta w nich treść nienajgorsza, to muszę jednak przyznać, że z czasem nawet i to się nudzi. A może to tylko wrażenie, spowodowane, według mnie, nudniejszą częścią dotyczącą demonów. Tak czy siak, ciężko było mi przebrnąć przez grę. Warto też zauważyć, że wszystkie cztery części serii zostały napisane w ciągu tego samego roku. Nie są to oczywiście opasłe tomy, jednak mimo wszystko może to wyglądać tak, jakby było pisane na szybko i dla pieniędzy. Przynajmniej gdy się czyta omawianą część.

Jeżeli chodzi o mechanikę, nic nie zmienia się w stosunku do poprzednich tekstów. System jest prosty, przechodzimy z paragrafu do paragrafu, niczego nie losując i nie tworząc na początku żadnej charakterystyki postaci. Cała zabawa to podejmowanie właściwych wyborów, które mogą nas zaprowadzić do szczęśliwego zakończenia lub szybkiej śmierci. Zakończenie jest tylko jedno i to również pozostaje bez zmian w odniesieniu do poprzednich części. Szkoda, chociaż dotarcie do końca gry sprawiło mi tym razem dużo więcej problemów. Nie wiem czy wynikało to z tego, że tekst jest dużo trudniejszy, czy może po prostu moja niewielka wiedza na temat demonów i mitów ze świata wschodu spowodowała, że wybierałem nienajlepsze rozwiązania.

Jak przed chwilą wspomniałem, głównym tematem naszej przygody będą demony. Nie są to jednak znane nam z Europy potwory, takie jak: Doppelganger, czy Banshee, ale demony z wierzeń i mitów japońskich. Paragrafówka zaczyna się odrobinę inaczej niż poprzednie. Nie dostajemy nagłego telefonu z prośbą o pomoc. Cały ciąg wydarzeń rozpoczyna się w momencie, gdy przebywając w Okinawie, oglądamy zapasy sumo. Z niewyjaśnionych powodów, ziemia zaczyna się trząść, a z powstałych szczelin wychodzą straszne demony. Krótko mówiąc, nasz urlop jest przerwany i wracamy do pracy.

Bez chwili namysłu rzucamy się w wir walki i staramy się pokonać demony. Czeka nas jednak bardzo dużo pracy. Uważam, nawet, że za dużo. W tej części jest tak wiele walk, że samej przygody, ciekawych miejsc i spotkań, zostaje bardzo mało. W poprzednich częściach było to bardziej urozmaicone, co powodowało, że gra nie wydawała się taka nudna. Niestety, raz za razem będziemy toczyć kolejne boje. Wybór oręża jest dużo większy niż poprzednio. Możemy skorzystać z wachlarza do walki, sztyletów Sai, Mankiri, Ninjato, Katany, Shurikena czy zwyczajnie shotguna. Pomimo bardzo dużego wyboru sprzętu, walki należą do tych trudnych. Wszystko sprowadza się do tego, że musimy wiedzieć, jaka broń najlepiej działa na jakiego demona. W moim przypadku tej wiedzy brakowało i wiele razy musiałem zaczynać od początku.

Wszystko jednak będzie was prowadziło do spotkania z Panem Śmierci – Shinigami. Nie będę wam jednak opisywał jak przebiega walka. Nie zdradziłem też wszystkich elementów, występujących w grze. Jak będziecie mieli możliwość zagrania w paragrafówkę, o wszystkim przekonacie się sami. Czy warto zagrać? Oczywiście, że warto, chociażby po to, by móc sobie samemu odpowiedzieć na pytanie czy gra jest nudna, czy to może tylko moje odczucie. Wilkołaki pokonane. Zombie ubite. Demony odesłane. Czas na Wampiry, ale to w kolejnym odcinku.